14 lipca 2007

# 213

Kiedy druga osoba jest mi naprawdę bliska?
Kiedy mówi, że będzie dobrze i ja w to wierzę. Autentycznie wierzę, że nie ma się co martwić. I robi mi się lżej po chwili.

22 maja 2007

# 212

W autobusie o autobusach:

- No i się przesiedliśmy. Ze starego do starego!
- Trzeba było czekać na nowego.
- Może byśmy się wtedy wcale nie doczekali...

16 maja 2007

# 211

Przystanek trambamu. Podpity żulik zaczepia lekko otyłą dodo-mandarynę o pomarańczowej twarzy:

Żul: Trrzzzy ja mogę pani powiezieć do kogo pani jezt podobna?
Żul: Anżelina Żoli!
Żul: A poczęstuje mnie pani papierosem?
dodomandaryna: Nie palę.
Żul: A to barrrzo dobrze. Palenie szkozi.

# 210

Rozmowa w autobusie podsłuchana

- jak tam żonka?
- a. jakoś tak.
- no. to dobrze.

26 kwietnia 2007

# 209

A tak w ogóle to mam nową pracę. To prawie jak co roku. Reszta po staremu, oprócz tego, że już zapomniałam, jak to jest opisywać cokolwiek. I chyba dobrze by było, gdybym jednak sobie przypomniała, bo odnoszę wrażenie, że się uwsteczniam językowo ostatnimi czasy.

# 208

Rozmowa dwóch pań składających rysunki w drukarni:

Pani#1: A ja się przenoszę do Plusa!
Pani#2: O Jeeeeeezu! A czemu nie do Ery?
Pani#1: A czemu nie do Plusa?
Pani#2: Bo wszyscy się przenoszą do Ery.

08 grudnia 2006

# 207

Myśli pani, że popełniono jakieś błędy wychowawcze przy wychowywaniu braci Kaczyńskich?
– Poproszę inny zestaw pytań.

Przekrój 49/2006
Najsztub pyta: "Niania szybkiego reagowania"
fragment rozmowy z Dorotą Zawadzką

06 grudnia 2006

# 206

Bla bla bla, święta święta, światełka, pierdoły i rosnące wskaźniki samobójstw. Najbardziej tandetny okres w całym roku. Zawsze byłam przekorna, więc teraz mi się to nasila, bo mam efekt pawia na widok tych obłudnych uśmiechów, w ten specjalny świąteczny czas... Dlatego nie ustępuję starym babolom miejsca w tramwaju (Babol: może by panienka ustąpiła mi miejsca, mnie tak nogi bolą; ja: mnie bolą nie tylko nogi) i szturcham ludzi łokciami, jak się przeciskają obładowani torbiszczami w galeriach i hipersupersklepach. Bo niby wszyscy mamy być dobrzy dla siebie w grudniu. W styczniu już nie.

A ja lubię właśnie w styczniu, w lipcu, w kwietniu - dać coś komuś bez okazji, bo go lubię, bo mi pomógł i chcę się odwdzięczyć, albo po prostu tak niespodziewanie. W tych całych świętach lubię tylko gotowanie, bo w ogóle lubię pichcić, a że wtedy jest społeczne przyzwolenie na przesadę w tematach gastro, to pod tym jednym jedynym względem całe te ŚWIĘTA są okej.

Dziś jeszcze ten święty M., kompletna porażka. Szef który kilka razy w ciągu dnia pytał się A który dzisiaj?, który powinien przelać mi wypłatę ponad tydzień temu, przez co jestem w kolejnej depresji finansowej kurwa jego świąteczna mać... I najlepsze na koniec - po rozmowie z nim a propos opóźnienia w wypłacie - wysłał mnie do wspomnianej wcześniej galeryji dominikańskiej, po prezenty dla synów! Nie ma to jak popatrzeć sobie na te świątecznie roześmiane buziuchny, na te wszystkie obsypane brokatem i piórami rzeczy, na które mnie nie stać, nie ma to jak próbować unikać zamętu związanego z tym durnym dniem i rzucić się w sam środek tego wiru. Z 20 złotowym banknotem w portfelu.

KAMAN. Wskaźnik samobójstw? Powodzenia wszystkim życzę, odbierajcie sobie życie, macie rację.

08 listopada 2006

# 205

Jak to jest, że już kompletnie nie pamiętam, jak to było przesypiać całe popołudnia w oczekiwaniu na kolejny dzień, w nadziei że może będzie lepszy. Spławiałam czas, pchałam go do przodu robiąc NIC, żeby tylko płynął szybciej. I co takiego dzieje się z życiem, że następuje jakiś rytuał odwrócenia, że potem wszystko jest na opak. Mogłabym przestać spać... gdybym mogła. Często budzę się, myśląc, że życie jest za krótkie, a noce zbyt fascynujące, żeby je tak marnotrawić, śniąc złe czy dobre sny - wszystko jedno. Jakby w życiu było mało emocji...

Zastanawiam się jaką będę za parę lat matką - i jednocześnie chcę celebrować każdą minutę tego, co mam teraz. To mieszkanie, to życie na walizkach trochę, cały czas w Permanentnym Okresie Przejściowym, a mimo wszystko kiedy się już skończy, będę ze łzami w oczach do tych wieczorów przegadanych w kuchni ze współlokatorką zza ściany, do tego popukiwania w swoje drzwi ("śpisz?"), do obżerania się daktylami do nieprzytomności, do tego "muszę się uczyć, nie gadamy"...

Chcę mieć kiedyś poważne życie w sensie stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa, zostając przy tym dzieckiem - zawsze byłam zachłanna.

W dodatku ostatnimi czasy nasilają mi się objawy odrealnienia, bardzo to uciążliwe. Codziennie wsiadam do tego samego autobusu i codziennie w drzwiach jeszcze panicznie sprawdzam jego numer, bo mi się wydaje, że wsiadam do złego, po zamknięciu drzwi muszę jeszcze sprawdzić tabliczkę. Po paru dniach zupełnie nie pamiętam tego, co mi ktoś opowiadał, mogę usłyszeć całą historię kolejny raz i kolejny raz będę się dziwić, śmiać...

# 204

Żarcik interpersonalny.

Dr: dlaczego 2 osoby nie mogą być uważane za grupę?
Dr: Bo małżeństwa uprawiałyby wtedy seks grupowy.

LOL.

03 października 2006

# 203

Tak miało być? Chciał pan tak rozdrażnić Jarosława Kaczyńskiego, żeby wyrzucił pana z rządu?
– A kto tu kogo drażnił? Ja ich drażniłem?

Takie miałem w ostatnich dniach nieodparte wrażenie.
– Pan miał takie wrażenie, a ja nie kryłem na konferencjach prasowych, że jest źle w koalicji. Nie ma rozmów, nie ma ustalania wspólnych stanowisk, a jest niewywiązywanie się z podpisanych i słownych umów. Przestrzegałem przed tym nieraz. Powiedziałem Kaczyńskiemu na początku koalicji, kiedy premierem był jeszcze Marcinkiewicz, a już PiS się nie wywiązywał z umów: „Panie prezesie, to się źle skończy, zobaczy pan. Ja na razie to się denerwuję i mówię troszeczkę ostrzej nieraz, ale przyjdzie moment, że ja zacznę się śmiać z tego wszystkiego”. I nastąpił ten moment. Poszliśmy na spotkanie z nim, ja, Filipek, Maksymiuk, i mówię: „Panie premierze, zaczynam się śmiać”.

Przekrój nr 39/2006
Najsztub pyta: On mnie skreślił - fragment rozmowy z Andrzejem Lepperem


Bo Andrzej to szczery chłopak jest i mówi to, co myśli.

21 września 2006

# 202

Weszłam do sklepu mięsnego, żeby kupić nerki, patrzę ja - a tam Renia Beger w fartuchu takim z PSS Społem i do mnie - że niby co podać. Szok. I jakiś diabeł mi podpowiedział, że trzeba do niej mówić wierszykami. To ja: Poproszę nerki bo Renia lubi szybkie numerki. I cały czas chciałam wymyślić jakiś rym do kurwiki, ale w końcu złapałam te nerki i poszłam.

Czy w ogóle ludzka rasa je coś takiego jak nerki? Dziwne mam sny, kiedy wracam po kilkudniowym pobycie u Żu i nagle muszę spać sama - to pewnie przez to.

15 września 2006

# 201

Dlaczego warto uczyć się języków obcych? Żeby na przykład - będąc starą kobietą o rozmiarze stanika E - nie zakładać koszulki z napisem Shake It! na wysokości biustu.

12 września 2006

# 200

Biedny Robert Kubica, zaczynam mu współczuć - właśnie został kolejnym Małyszem...
Jeszcze kilka chwil i rozpocznie się Kubicomania: nagłówki w gazetach będą zdrabniały jego imię na wszystkie możliwe sposoby i wychwalały go pod niebiosa - Nasz Robercik! Nasz młody orzeł! Goł Robi!!

Polska lubi mieć bohaterów, narodowych idoli, których wizerunek możnaby zamieścić na nowej edycji znaczków pocztowych, albo użyć w błyskotliwej reklamie typu bułka z bananem. Zaraz znajdzie się jakaś lokalna firma zupek w proszku czy polskiej kokakoli co to będzie chciała go oblepić swoim logo.

Do pierwszej porażki - potem media zwyczajnie go zmiażdżą. Żal chłopaka.

10 września 2006

# 199

Co jest bardziej fajoskiego niż wspólny poranek, śniadanie w łóżku, łaszenie się do siebie i zapach pierwszej kawy w dzień którego nie chce się planować. Którego nie trzeba planować.